Bała się i to cholernie, ale jaki sens miało siedzenie dalej w łóżku? Gdy wstała przeżyła kolejny szok. Na sobie miała długą białą, koronkową suknie nocną, stopy zaś były nagie a dotyk kamienistej podłogi twardy i zimny. Zboczeńcy musieli ją rozebrać!
W pomieszczeniu brakowało okien więc nie było szans na zorientowanie się gdzie jest. Były jednak drzwi, prowadziły na wąski kamienny korytarz oświetlany stojakami ze świecami. Z korytarza można było wejść w dwa drzwi po bokach i jedne znad przeciwka. Te po bokach były zamknięte, ostatnie prowadziły do małego pokoju ze schodami prowadzącymi w dół. Tam znajdował się hol, połączony z długim korytarzem z licznymi drzwiami po bokach. Pierwsze prowadziły do wielkiej łazienki z trzema wannami i wiadrami. Następne do biblioteki, inne do kuchni, kolejne do jadalni z jednym wielkim stołem. Zadziwiające że dotąd nikogo nie spotkała. Gdy otworzyła ostatnie znalazła się w pokoju, który spokojnie zmieściłby setkę ludzi przy stole. I to tam wszyscy siedzieli. Większość osób była mężczyznami ubranymi w czarne wąskie spodnie i długą, czarną kurtkę na brzchu wiązaną sznurkiem. Resztą były kobiety ubrane w takie same stroje. Tylko Keara się wyróżniała.
Chciała uciekać jednak widok ją sparaliżował. Wszystkie oczy skierowane były na nią. Ludzie przyglądali jej się badawczo. Uśmiechali się.
-Keara!- Wykrzyknął grubawy, średniego wzrostu staruszek. Miał siwe gęste włosy, podkręcone siwe wąsy i żółte małe oczy. -Siadaj kochanie!- Odsunął krzesło stojące przy nimi. Ona jednak nie ruszyła się z miejsca, ze strachu nie mogła się ruszyć. -Acha. Wolisz stać. Twój wybór, żeby później nie było że jestem niegościnny.- Dało się usłyszeć śmiechy i szepty komentujące zachowanie i wygląd Keary. Nieznajomi mówili niezwykle wyraźnie, głośno i akcentowali głoski: k,s,r. -Kearuśka jak ci się tu podoba? Ładnie żeśmy się urządzili, co nie?- Ciągnął staruszek.
Ocknęła się.
-To jakiś głupi żart?!- Wykrztusiła. -Śnię?- Uszczypnęła się. Nie. To nie był sen. Była wściekła na tego starucha! Jak on mógł być tak spokojny?! Zachowywać się jak gdyby, nigdy nic. -Co jest?- Teraz staruszek podszedł do niej i wziął jej dłoń, którą zresztą chciała wyrwać, ale miał mocny ścisk. Zaprowadził ją do krzesła a gdy usiadła wsunął krzesło. -No i co teraz?
-Rulka chcemy ci wszystko wyjaśnić!- Wystawił swoje szare zęby, prawdopodobnie się uśmiechał. -Dziecinko, to może od początku. Jesteśmy Czarnymi Bracimi. Stacjonujemy w sklepie Roedga. Wiesz co to za sklep?- Pokręciła głową. -Stary sklep z serem. Wisz założenie było takie aby nikt tu nie przychodził. Mieścimy się w placu głównym, obok targu, odzielają nas od niego wysokie drzewa. Sklep mieści się na górze i słynie z małej ilości towaru. Często zepsutego towaru. Władze nawet nie interesują sie tym co się tu dzieje, raz na ruski rok gdy przyjdzie kliient oczywiście sprzedajemy kozi ser, i krzyżyk na drogę. Nasze bractwo mieści się w piwnicach sklepu. Obecnie tylko tutaj jest nas dwadzieścia trzy osoby, oczywiście wliczając was.
-Nas?- Zapytała zdziwiona. Czyżby kogoś jeszcze porwali?
-Och tak, was. Wiesz kim są Zabójcy?- Kiwnęła głową. Wszystko jasne. -Cieszy mnie że rodzice wychowali cię jako członka Czarnego Bractwa. Ale niepokoi fakt iż jesteś tu po raz pierwszy... Dobra nie ważne, zostałaś wybrana przez Domitriu.- Keara czuła się jakby miała zemdleć. Domitriu wybrało właśnie ją?! Domitriu to organizacja łącząca wszystkich Czarnych Braci na świecie. Do Domitriu należą tylko osoby, które były Czarnymi i do tego zasłużonymi Zabójcami w przeszłości.
-Rada Domitriu Was wybrała- Odpowiedział na jej pytające spojrzenie. Przełknęła głośno ślinę. Ona nawet nie była wychowywana jako przyszły Czarny Brat. To prawda rodzice wyjaśnili jej wszystko co powinna wiedzieć o tej organizacji. Wiedziała że należy do niej. Jednak nikt z jej rodziny nigdy nie brał udziału ani w misji ani nie angażował się w życie Czarnych Braci. Ona też miała ciągle nadzieję że jakoś ją... wywalil?
-Domitriu się pomyliło. Oni nawet nie wiedzą kim jestem... -Domitriu się nie myli. Keara dobrze wiesz że oni znają każdego Czarnego Brata.- Uśmiechnął się. -Koniec tych pytań Domitriu cię wybrało, koniec kropka a tak na marginesie to nawet nie wiesz jak bardzo byłem na nich zły jak zobaczyłem kogo mi dali. Ale przywykłem do tej myśli. Teraz nie przerywaj mi, bo chcę opowiedzieć ci wszystko o misi. Twoi towarzysze już wiedzą i w tym momencie jedzą obiad.- Zaburczało jej w brzuchu. Nawet nie wiedziała że jest tak bardzo głodna. -Ale oni wszystko już wiedzą. Jest was czwórka. Idziecie na najpoważniejszą misję jaką zlecić można. Macie odzyskać artefakty Domitriu. Nie myśl sobie że jesteście pierwszą drużyną próbującą odzyskać te artefakty. Oprócz was wyrusza ale bo już jest w drodze z dwadzieścia takich drużyn. Czy starszych czy młodszych. Wyruszają z innych miast, wy jesteście najmłodszą drużyną. W Feressi mieści się główna siedziba Białej Ręki, a to oni mają nasze artefakty. Przed misją będziecie chodzić na treningi trwające około jednego miesiąca, to będzie wasz czas przygotowawczy. Będziecie trenować parę dziedzin. A zresztą później dostaniesz rozpiską tygodniowych zajęć. Potrzebnych informacji dowiadywać się będziesz na treningach. Pytania?
-Mam dwa. Dlaczego akurat ja? -To wyjaśnić może ci tylko rada Domitriu. Ja też nie jestem zadowolony z twojej obecności panno Murderess.
-Ta śmieszne- Prychnęła. -A drugie pytanie, jak do cholery mnie tu zabraliście?! -Jesteśmy Czarnymi Braćmi, mamy sposoby. Mieszkasz we Wiatonie myślisz że tak trudno w nocy porwać kogoś z pustego domu kim nikt się nie interesuje?- Zaśmiał się.
-Co...- Oczy miała zaszklone nie chciała przy nich płakać. Wzięła głęboki wdech. -Co z moją matką?
-Nie martw się. Pochowana jest niedaleko lasu.
-Nie pozwoliliście mi się z nią pożegnać!- Wrzasnęła. Teraz łzy już same poleciały.
-Przykro mi.- To było najgorsze co mógł powiedzieć. Keara powoli wyszła z sali. I teraz właściwie nie wiedziała gdzie iść. Poszła do łazienki. A potem ukryła się w pustej bibliotece pomiędzy półkami.
--------
Po obiedzie nakazano jej pójść do sypialni. Okazało się że i jej przypadał charakterystyczny strój i niczym teraz nie odróżniała się od reszty. Przynajmniej w wyglądzie. Wyszkoleni Bracia mięli kocie ruchy, ona ciężkie i niezgrabne. Zauważyła że Bracia mają głębokie czyste i piękne głosy. Z czasem wiedziała że głos będzie jej się zmieniał, ponieważ czekały ją całe dnie spędzone razem z nimi.
Sypialnia była prawie pusta. Nie było nikogo oprócz reszty jej towarzyszy. Czuła się nieswojo w ich towarzystwie. Mieli łóżka obok siebie.
-Przynieśli plany!- Powiadomiła ją długowłosa, niska szatynka o piwnych oczach.
Rzeczywiście kartka leżała na kufrze przy łóżku.
-Och...- Szepnęła, nie wiedziała co powiedzieć. Zaczęła czytać po cichu.
Plan treningowy dla: Lawlera Larkinsa, Zoanne Derry, Keary Murderres, Seama Greamhera.
Poniedziałki: Trening orientacyjny.
Wtorki: Trning Wytrzymałościowy
Środy: Trening Umiesjętności
Piątki: Trening Strategiczny
Soboty: Zielarstwo
Niedziele: Medycyna
Treningi rozpoczynają się o godzinie 9:00. Śniadanie godzina 7:00. Czas międzyśniadaniowy poświęcić na sprzątanie i nauczenie się umiejętości. Przed wyprawą umiejętności wasze poddane zostaną testom.
-No w końcu!- Ucieszył się blondyn. Keara zdąrzyła go już poznać. Był to ten sam człowiek, który wszedł do domu Keary a ona go wyprosiła.
-A tobie co? Tak cię plan cieszy?- Spytał Wysoki, dobrze zbudowany blondyn o żółtych oczach. -Moje nazwisko jej pierwsze, w końcu docenili szlachtę.- Blondyn o imieniu Seam przewrócił oczami. -A co do planu, to nie mamy wolnych niedziel! Jakbym powiedział o tym matce to by mnie z tąd... -Idioto! Najprawdopodobniej nie będziesz miał okazji już nigdy jej niczego powiedzieć! Oczekujesz że mamusia zabierze syneczka?- Zdenerwował się Seam. Jak Keara zauważyła Lawler również nie wiedział wcześniej nic o Czarnych Braciach.
-Nie masz prawa na mnie wrzeszczeć! Jestem wysokim szlachcicem!- Odwrócił się i wyszedł z pokoju.
-Nie musiałeś tak na niego wrzeszczeć.- Odezwała się szatynka. -To dla niego nowa sytuacja. My byliśmy Czarnymi Braćmi od dziedziństwa a on znajduje się tu nagle i o niczym nie wie. Zrozum go.- Poklepała go po plecach.
-Jesteście szkoleni od dzieciństwa?- Zapytała Keara. -Tak, pochodzimy z Rodyku i jest tam z pewnością więcej Czarnych Braci. Mieszkamy w normalnych domach jednak jesteśmy wychowywani jako Czarni Bracia. Oboje byliśmy nawet w głównej siedzibie.- Odpowiedziała z uśmiechem Zoanne.
--------
Dzień upłynął w miarę szybko, nie biorąc pod uwagę że Keara spała do siedemnastej. Po kolacji nakazano położyć się spać. Reszta Braci jeszcze nie powróciła, więc znów zostali we czwórkę. Przebrani w piżamy położyli się spać. Pokój oświetlała świeca, stojąca przy co drugim łóżku. Obok łóżka Keary spał Lawler, z lewej strony łóżko stało puste.
-Lawler śpisz?- Szepnęła cicho. Chłopak otworzył oczy. Był przystojny nawet w tak słabym świetle. -Nie- Wyszeptał. -Mogę zadać ci jedno pytanie? -Jedno. -Gdy w tedy, posprzeczałeś się z Seam'em, to gdzie poszedłeś gdy wyszłeś?- Chłopakowi wyraźnie chciało się spać, walczył z klejącymi się powiekami.
-Poszłem, napisać list do mamy.- Mówił sennym głosem. -Taki wiesz... Pożegnalny. Napisałem że nie chcę już tak żyć, że uciekłem... daleko. Żeby się nie martwili i napisałem że... Nie zresztą nie ważne. Nie pytaj i tak nie odpowiem. Dobranoc.- Odwrócił się plecami do niej i zasnął.
-Wstawać!- Wrzasnął jakiś młody człowiek.
Tak strasznie chciała iść jeszcze spać. Nigdy jeszcze nie wstała przed siódmą! Zwlekła się z łóżka i zdziwiła się widząc że większość ludzi już wyszła. Zobaczyła również że mężczyźni i kobiety normalnie zdejmują przed sobą piżamy i zakładają zwykłe stroje. Postanowiła zrobić to samo i zawstydzona się rozebrała.
Pościeliła łóżko i poszła na śniadanie. Miejsce wolne miała obok jakiejś dziewczyny, która okazała się być bardzo miła podczas porannej pogawędki. Po lewej stronie siedział mało rozmowny trzydziestolatek. Na śniadanie podali kaszę owsianą z kawą. Połączenie tego wywoływało mdłości. Okazało się że po śniadaniu zmywać nie trzeba, bo są wyznaczeni od tego specjalni ludzie. Na śniadaniu nie zauważyła staruszka więc spytała, mężczyzny obok gdzie ma się udać. Miejscem treningowym okazał się wcześniej zamknięte pomieszczenie. Pokój nie był duży. Wchodząc do pokoju pierwsze co ujrzała był drewniany stół z pięcioma krzesłami. Na ścianie wisiały jakieś plany. Po bokach pokoju stały szafki z szufladami. Keara nie była pierwsza. W pokoju był już, "ich" starszy pan, który wertował dokładnie mapę a przy tym rozmawiał wesoło z Seam'em.
-Dzień dobry- Przywitała się. Unieśli na nią wzrok. -Cześć Keara!- Powiedzieli razem. Podeszła do stołu. Teraz już dokładnie widziała brązową mapę świata.
-Wyspałaś się?- Zapytał staruszek. -Bardzo chciałabym powiedzieć tak, ale nie chcę was okłamywać.- Zaśmiali się. -A tak w ogóle to jak ma pan na imię? Bo głupio mi się zwracać do pana "ten staruszek" albo "ten pan". -Na imię mi Veroni.- Ukłonił się. -Niech się pan nie obraża ale to tak trochę jak imię dla dziewczyny.- Uśmiechnęła się. -Och Kearo, to nie ja mam na nazwisko Zabójczyni.- Zaczął się śmiać z Seam'em. A uśmiech Keary szybko zszedł jej z twarzy.
Po dwudziestu minutach oczekiwania na resztę w końcu się zjawili.
-Dobra kochani! Po pierwsze chciałbym powiedzieć że to pierwszy dzień treningu i dzisiejsze spóźnienie Wam wybaczam, ale już od jutra zaczynamy bez spóźnialskich i sobie tylko wyrządzicie krzywdę bo to wam się to przyda i może uratować życie a nie mi.- Ostrzegł. -Dziś mamy sobotę więc trenujemy zielarstwo. Wielu z was zielarstwo kojarzy z czymś nie potrzebnym jednak dla was od teraz będzie nie zbędne. Nauczę was dzisiaj jak rozpoznać podstawowe rośliny leśne.- Wziął z wcześniej przygotowanej tacy z roślinami dwie jagody. -Jedna z nich jest trując dla ludzi, jednak zwierzęta jedzą je najnormalniej w świecie, druga to zwyczajna jagoda Tasmańska. Lawler, którą jagodę zjadłbyś?- Podał mu do ręki dwie identyczne jagody. -No nie wiem... Ja bym ich nie zjadł, jem tylko specjalnie...
-Lawler! Skup się! -A niech będzie ta.- Wskazał na jagodę po prawej stronie. -U mnie nie ma zgadywania! Ludzie myślcie! Dobra więc jak poznać która z tych jagód jest dobra? Po prostu- nacisnął na jagody a te pękły. -Widzicie? Sok mają taki sam, ale pestki w nich są inne. Jagoda Tasmańska ma malutkie ziarenka w kształcie kuleczek. Druga jagoda, czyli ta trująca, jej pestki są niewidoczne.
Reszta lekcji upłynęła na określaniu i rozpoznawaniu roślin trujących i tych, które zjeść można. Dzień mięli wolny, jednak Keara wolałby już aby mięli lekcje bo sama nie miała co robić. Postanowiła że wybierze się do biblioteki ale tylko około dwudziestu książek było napisanych w jej ojczystym języku reszta w nieznanych dotąd językach.
Po dwóch godzinach spędzonych na bibliotecznej podłodze została zawołana na obiad. Tam przeprowadziła długi dialog o życiu tutaj z Kim- dziewczyną siedzącą obok.
Nazajutrz obudził ich ten sam człowiek. Po śniadaniu zaplanowane mięli lekcje medyczne, na których była bardzo skupiona z przekonania że te wiadomości będę niezbędne. W sumie to nie uczyli tu zbędnych wiadomości.
Na lekcji mówili jak zrobić opatrunki z liści i kory. Pan Veroni pokazywał również jak rozpoznać typ rany od ukąszenia osy po uderzenie mieczem.
Wszyscy byli zajęci więc nuda znów panowała w okół całej czwórki. Lawler postanowił się zdrzemnąć w sypialni, Zoanne poszła do biblioteki a Seam postanowił nauczyć Keare choć trochę kultury Czarnych Braci.
-Więc co chcesz wiedzieć?- Siedzieli w sypialni i rozmawiali dość cicho ze względu na Lawlera. -Właściwe to wszystko. Moi rodzice mówili mi tylko że należę do Czarnych Braci i na czym polega ta organizacja.- Wzruszyła ramionami.
-To tak zacznę od tego jak to wszystko funkcjonuje gdy jesteś jeszcze nie pełnoletni. W Rodyku my również ukrywamy się tak jak tutaj. Jednak po butach można poznać swoich. Inni mieszkańcy nie mają o nas pojęcia. Jeśli są jakieś spotkania Czarnych Braci w Rodyku w siedzibie lub w głównej siedzibie jesteśmy o tym informowani przez naszych ludzi. Jeśli rodzice jakiegoś dziecka są wzywani na misję to w tedy takie dziecko przebywa w siedzibie np, w Rodyku. Tak było w moim przypadku... Tylko że moi rodzice już nie wrócili... -Przykro mi.- Naprawdę było jej przykro. Przecież doskonale wiedziała jak musiał się czuć po stracie obojgu rodziców. I wszystko nagle wróciło. To o czym udało jej się wczoraj choć trochę zapomnieć. Nie chciała żeby widział jak łzy, więc zadała pytanie.
-Jak stoicie z religią?
-Dobre pytanie! Większość, około 90% jest nie wierząca w bóstwo. Jednak są oczywiście ludzie, którzy głęboko wierzą.
-A... Gdzie się wychowujesz?- Patrzyła uważnie na Seama. Nie była pewna czy zadała właściwe pytanie.
Seam odpowiedział jednak normalnie.
-Wychowuje mnie siostra. Ona wie że jestem tutaj... Tak jak rodzice Zoi.- Wzruszył ramionami.
Próbowała przez resztę dnia nie spotkać nikogo z nowo wybranych Zabójców, porostu nie miała ochoty z nimi rozmawiać. Jednak było to nierealne, bo oni również nudzili się tutaj i to strasznie. Inni starsi Zabójcy wracali tu albo w porze posiłku lub wracali na kolację i zostawali na noc. Więc budynek był prawie że pusty, nie wliczając czterech kucharzy, Veroniego, dwójkę małych dzieci przebywających z tutejszą opiekunką no i ich czwórki.
Skutecznie jednak unikała dłuższych rozmów z Lawlerem, Seamem i Zoanne. Wiedziała że to wcale nie ułatwia pogłębienia ich bliższych relacji ale nie miała siły. Cały dzień i tak chodziła czerwona, ponieważ powstrzymywała płacz. Przez to wszyscy, których spotkała przed kolacją- a zgromadzili się już chyba wszyscy, pytali ją czy ma uczulenie lub gorączkę.
Drugi dzień minął znacie lepiej niż wczorajszy, choć ból po stracie matki nie zniknął i zapewne przez najbliższe lata, nie zniknie to czuła się lepiej niż wczoraj.
Zaczął się już trzeci dzień treningowy. Weekendowe zajęcia nie były męczące. Ćwiczenia siłowe były tylko we wtorki i środy. Dziś mięli dokładnie studiować mapę na treningu orientacyjnym.
-Dobra wszyscy są- zaczął Veroni. -Zaczniemy od mapy.- Położył przed każdym z nich brązową kartkę z mapą Eri. -Chciałbym na początku zapoznać was z mapą naszego świata.- Przejechał palcem po kartce.
Po dokładnych studiach z mapy Veroni zawiadomił że na następną lekcję czyli za tydzień każdy musi dokładnie zdać mapę.
-Przyszedł czas na orientację w terenie. Seam i Zoanne na pewno w każdej sytuacji będą wiedzieli czy są na zachodzie, wschodzie, północy czy też południu. -Ja chciałbym was nauczyć jak zorientować się gdzie jesteście...
Keara nawet nie wiedziała że bez kompasu tak łatwo można zorientować się gdzie mają pójść.
Po lekcji ponownie nie miała co ze sobą zrobić więc wzięła z biblioteki książkę z mapą Eri i zaczęła się uczyć. Jak się okazało cała reszta zrobiła to sama i o dziwo usiedli obok niej. Zoanne uczyła się tak samo jak Keara mapy tyle że z języka Seniskiego. Seam uczył Lawlera jak zachowywać się w krytycznych sytuacjach w lesie gdy np. widzisz chordę wilków biegnących w twoją stronę- przydatna informacja.
Czwarty dzień treningowy okazał się być niebywale męczący. A sala treningowa największym pomieszczeniem jakie dotąd widziała. Było zrobione na kształt lasu. W większości sali panował ustrój właśnie leśny w jednym z obszernych rogów przygotowane było wybrzeże razem z wodą.
W całej sali rosły niskie- pod sufit, drzewa. Od wybrzeża po drugi róg rozciągało się długie koryto grające rolę rzeki. Druga połowa sali była prawie pusta. Stał tam drążek do podciągania, łuk i tarcza strzelecka, kilka marionetek, tarcza i broni.
-Kochani moi Zbójcy!- Brzmiało to troszeczkę niedorzecznie. -Dzisiaj będzie trening typowo wytrzymałościowy. Taki rozgrzewający na lekcję za tydzień. Aha no i od dzisiaj codziennie o godzinie szesnastej, czyli po obiedzie będziecie robić rozgrzewkę ze mną.
Na następny dzień ćwiczyli swoje dotychczasowe umiejętności sportowe. W piątek natomiast był trening strategiczny.
-Ludzie kochani!- Zaczął charyzmatycznie Veroni. -Strategia mówi wam to coś?- Nie pozwolił im odpowiedzieć. -Dotychczas to najważniejsza lekcja. Opracowałem wam strategię. Na początek mam dla was miłą/nie miłą wiadomość. Musicie wybrać jedną osobę na Czarnego Zabójcę.- Chciała spytać kto to jest Czarny Zabójca ale Veroni momentalnie uniósł rękę w geście uciszającym. -Wybierzecie go dopiero gdy będziecie gotowi podczas wyprawy. I jedna uwaga. To jest tak okropnie ważne kto nim będzie więc błagam was uważajcie. -Rada nie może wybrać?- Zapytał Seam. -Nie Seam. Zresztą powinieneś wiedzieć że Czarnego Zabójcę wybierają towarzysze... Dobra następnie omówimy strategię działania.- Znowu ułożył każdemu mapę na stół.- Wyruszmy z Zagubionej Rzeki do Rodyku. Reszta drogi jak to się mówi: Do wyboru do koloru.- Zaczął się śmiać ale gdy zobaczył że reszta tylko uniosła brwi szybko przestał. -No więc, wolałbym żebyście nie pojawiali się w innych miastach. Jednak wiem że jest to czasem konieczne, dlatego do waszego wyposażenia włożymy peleryny typowo kupieckie. Macie je zakładać gdy idziecie nawet do głupiej wioski...
-------
Lekcje mijały z dnia na dzień. Ból po stracie matki jednak nie nikł. Umiała już naprawdę dużo! Jutro miał odbyć się wielki test umiejętności a za trzy dni już wyprawa. Seam chodził podniecony tym faktem cały tydzień. Keara jakoś nie bała się zbyt bardzo. Nawet jeśliby umarła to kogo by to obchodziło? Brata, który nie wiadomo czy wróci?
-Keara czas spać- do pokoju wszedł Veroni. Dzisiaj po treningu wyjaśnił im wszystko co do jutrzejszego sprawdzianu. Mięli wstać jak zawsze i zjeść śniadanie takie jak codziennie. Później sprawdzian.
-Już- Wsunęła się pod kołdrę i życzyła Veroniemu dobrej nocy. Była wykończona psychicznie. Mięli wszystkie tygodniowe lekcje w jednym dniu! I musieli wszystko przypominać. Jeśli ktoś się pomylił Veroni wrzeszczał i robił najpierw wykład po co nam ta wiedza i robił starą lekcje z materiału, którego się nie rozumie. Dlatego spóźnili się na kolację dwie godziny. Jednak po powtórkach Veroni stwierdził iż mają świetną wiedzę i są świetnie przygotowani.