16 lutego 2014

Egzekucja

Przetarła oczy, z dołu słyszała znajomy brzęk naczyń- to taki naturalny budzik. No cóż chyba pora wstać.
Śniadanie było ubogie bo zjadła jedynie czerstwy chleb z sałatą i wypiła szklankę wody. Po śniadaniu przyszedł Neil i tak ja się umówili mięli pójść do wioski kupić trochę mięsa- bo tam sprzedawano taniej, zresztą kupowali je nielegalnie od zwykłego myśliwego. Czekała na niego nie długo. Mówił że jego ojciec się czymś zatruł. On pewnie się nie zatruł tylko ktoś go zatruł. W tym mieście to nic nie wiadomo. Dlatego Keara postanowiła że nie będzie kupowała już pewnego jedzenia kontrolowanego przez Wallerna. Wolała dmuchać na zimne.
   -Dawaliśmy mu już chyba wszystkie leki ale nic nie pomaga...                                                                        -Będzie dobrze nie martw się- Swoje podejrzenia wolała zachować dla siebie. Zresztą chyba nie byłaby dobrą przyjaciółką gdyby powiedziała mu że myśli że jego ojciec niedługo umrze?                                            -Wiem że będzie dobrze- Uśmiechnął się. -Może być inaczej?- Postanowiła zostawić go z tym pytanie dla siebie.                                                                                                                                                           -Optymista.- Roześmiała się. Droga upłynęła szybko, nie napotkali zbyt wielu ludzi na drodze.                                              
Wieś była nawet sporawa. Wchodziło się na główną ulicę, która miała liczne rozdroża. Chata myśliwego mieściła się przy środku wsi. Dom był gliniany- jak większość tutejszych domów. Drzwi otworzył jego syn- Dily. Dily był małym rudym dziesięciolatkiem, którego Keara wprost ubóstwiała. Jej zdanie był słodki i niezdarny.
-Hej Dily.- Przywitał się Neil. On dla odmiany kupował mięso normalnie w sklepach. Ale on nie Był z Wiatonu jego ojciec miał własny warzywniak na Placu Fontann.                                                  
-Neil! Keara!- Przytulił ich. -Dawno nie byliście, ja chciałem was odwiedzić bo myślałem że coś się stało.    -Wszystko dobrze Dil. Ale miło że się martwiłeś.- Zapewniła go Keara.                                                        -Właźcie, ja pójdę po tatę jest w ogródku i naprawia płot.- Wybiegł na bosaka na tył domu.
Był to przeciętny wiejski domek z małą piwnicą robiącą za spiżarni, kuchnią i pokojem. Usiedli przy stoliku i oglądali obrazki namalowane przez DIla, położone na stoliku.
-Jesteśmy- Wszedł pan Randy, brudny mężczyzna, około czterdziestki. Goście wstali i przywitali się. -To co to co zawsze?- Zszedł do piwniczki i przyniósł jeszcze ciepłe zające. Keara wyjęła pieniądze i położyła na stoliku. Po czym włożyła martwą zwierzynę do wiklinowego kosza, który zawsze służył do przenoszenia mięsa.
-Tak sobie myślę że wy dwoje to pownniśta być razem.                                                                               -Panie Randy mówi pan to zawsze.- Zaśmiała się Keara.                                                                               -Bo tak uważam.                                                                                                                                         -Ale my nie- spojrzała na przyjaciela, który zajęty był rozmową z Dilym. -A co tam u pana słychać?             -Stare bidy- machnął ręką.                                                                                                                           -Tak jak wszędzie- pocieszyła go. -My już pójdziemy bo jest gorąco i... no wie pan mięso może...               -Rozumim- Podał rękę Neilowi. W glinianych domach było w lato strasznie gorąco. Nie trzymało się w tedy mięsa w domach, chyba że miało się piwnicę jak pan Randy.                                        
-Pa Dil- Uścisnęła chłopca.
Dily odprowadził ich do wejścia wioski a dalej poszli razem. Pożegnała się z Neilem już przy WIatońskim wejściu ponieważ musiał odwiedzić ojca w szpitalu. Jej jednak strasznie nudziło się w ten skwarny piątek więc zostawiła tylko mięso na blacie i poszła na Plac Fontann. Tutaj jak zawsze w tak upalny dzień dzieci bawiły się wodą w fontannach a starsi porostu wchodzili do nich i w ten sposób się schładzali. Keara jednak że nie była zbyt towarzyską osobą postanowiła wybrać się nad rzekę- sama.
Tu oczywiście też było trochę ludzi ale nie aż tak dużo jak przy fontannach. Na polanie siedziała do godziny piętnastej. Postanowiła że wróci do domu i się przebierze. Była mokra a do ubrań kleiła się ziemia i trawa.
W domu było jakoś cicho. Pewnie Andrea postanowiła uciąć sobie drzemkę w sypialni. Postanowiła obudzić ją i oznajmić że już przyszła. Zdziwił ją fakt że mięso nadal leży w koszyku na regale. Gdy weszła do sypialni omal nie zemdlała.
-Mamo!- Wrzasnęła podbiegając do łóżka. -Mamo!- Zaczęła szturchać bezwładną kobietą. -Mamo! Mamo wstawaj!- Ręce miała całe we krwi. Czuła jak łzy ciekną jej po policzkach. Wrzeszczała ale to nie pomoże. Kobieta leżąca w kałuży krwi na podłodze już nie żyła. Nigdy już nie powie nic swojej córce.
Kera upadła na ziemię i zemdlała. Gdy ponownie się obudziła leżała na twardej podłodze ściskając dłoń matki. Wiedziała że jej życie legło w gruzach. Nie miała teraz dla kogo żyć. Najpierw ojciec, matka jej brat nie wiadomo czy wróci żywy z wyprawy myśliwskiej. Ona też chciała umrzeć. Mimo iż nie wierzyła w życie poza grobowe wolała zginąć niż żyć samotnie. Chciała się do kogoś przytulić. Ale do kogo? Jedyną bliską osobą w mieście był Neil, który o niczym nie wiedział.
Nie miała siły się podnieść. Nie miała siły na nic. Próbowała zasnąć. Nie udawało jej się to przez długie godziny. Gdy jednak w końcu usnęła w ramionach chłodnego już ciała miała nadzieję że i ona umrze podczas nocy. Bała się jutra.

2 komentarze:

  1. Ciekawe co się stanie dalej z Kaerą :/ Chociaż mnie zastanawia, dlaczego ona nie poszła i nie zaczęła krzyczeć że zamordowano jej matke, tylko nic nie powiedziała staraznikom :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety zdradzę to najprawdopodobniej dopiero w 4 rozdziale. W każdym razie miała swoje powody :D
      Pozdrawiam :)

      Usuń