14 lutego 2014

Prolog

Koń poruszał się niespokojnie. Jasmin mocno trzymała lejce. Jej dłonie były śliskie od potu. Było niepokojąco cicho. Za cicho jak na "Lost River". Słychać było tylko szum rzeki. Kamieniste wybrzeże, na którym stał koń było wilgotne. Drzewa poruszały się spokojnie, tak jak zwykle przy delikatnym wietrze. Koń rozglądał się i nastroszył uszy. Rozejrzała się do o koła. Uspokajała go szepcąc do niego. Dotknęła torebkę, aby zobaczyć czy jej zawartość nadal jest w środku. Odetchnęła z ulgą, torebka nadal była twarda.

Jasmin nie wiedziała gdzie iść, na południe? Czy może na północ? Nie miała pojęcia gdzie czyhają na nią zwolennicy Afresa. Nie wiedział praktycznie nic. Czy jej rodzina nie żyje? Czy może ich torturują? Ktoś zdołał uciec? Czy wszystkich powybijali jak świnie na rzeź.
Koń Jasmin wykonał gwałtowny ruch. Słychać było uderzanie kopyt o ziemię. Jasmin bez wahania ruszyła na północ, wzdłuż rzeki. Jasmin kurczowo trzymała się lejec. Spoglądała za siebie. Z drogi prowadzącej nad rzekę wyłoniła się gromada jeźdźców ubranych w białe szaty. W dłoni trzymali srebrzyste miecze. Szybko zbliżali się do dziewczyny.

- Księżniczko! – Krzyknął jeden z nich jadący na przedzie. – Zaczekaj chcieliśmy oddać ci pokłon!- Zaśmiali się szyderczo. Byli co raz bliżej. Jasmin znów dotknęła torebki. Była twarda jak wcześniej.
Dwójka z nich prawie zrównała z jej koniem.
- Wasza wysokość zabijmy ją kuszą ! – Krzyknął brunet.
- Och nie , Berbeliuszu cóż to była by za frajda. Nawet nie spojrzeć na ten błagalny wzrok i patrzeć na strach w jej oczach! – Odkrzyknął mężczyzna. W końcu dwójka koni wyprzedziła Jasmin. Nie miała gdzie uciec. Z jednej strony była rzeka, jednak jej nurt mógłby porwać konia. Z drugiej drzewa rosnące zbyt blisko siebie, tamując tym samym drogę ucieczki.
- Księżniczko masz wybór -. Zaśmiał się .- Idziesz z nami, czy zginiesz jak twoja psa warta rodzina? – Uśmiechnął się. Jasmin nie odpowiedziała. Patrzyła się na nich z nienawiścią swoimi dużymi niebieskimi oczami. – Jasmin -. Przeciągnął .- Zdaj pokłon nowemu królowi a niestanie ci się krzywda . – Jasmin milczała. Jej pomarańczowa cera wcale nie pobladła. Bała się tylko o Kamień Domitriu. Co jeśli jej go zabiorą?
- Więc cię zabiję -. Powiedział powoli, uśmiechając się. Jasmin szybko się odwróciła lecz było za późno dwaj jego ludzie stali za nią. Zamknęła oczy i ścisnęła mocniej powieki, miała nadzieje że tak uda jej się powstrzymać płacz.
Poczuła ostry ból przeszywający jej całe ciało. Trwało to krótko. Dosłownie dwie sekundy. Później nie czuła już nic i nigdy nic nie poczuje.
Leżała na kamienistym wybrzeżu rzeki. Pod nią widniała wielka kałuża krwi. Torebka jednak zniknęła.



2 komentarze:

  1. Biedna Jasmin :( A kamień Domitriu wzięli ci ludzie, czy on po prostu zniknął ?

    OdpowiedzUsuń